Postaw nam kawkę

PIENIĄDZ ROBI PIENIĄDZ. Historia i kulisy yangsellerki w Polsce

W Metinie pojęcie handlu yangami jest tak samo stare jak sama gra. Każdy jest klientem, wszystko jest towarem. Yangsellerka od zawsze funkcjonowała w tzw. „szarej strefie”. To działalność, którą nawet sam wielki Gameforge potępia i karze banami, choć na serwerach prywatnych często jest to otwarty biznes, w którym niekiedy nawet administracja macza palce. Jak to wygląda od środka? Postaramy się wam to przybliżyć.

Na starych serwerach globalnych (po fuzji z 2013 roku) yangi potrafiły sprzedawać się po 30–40 zł za 1kk, a świeżo otwarty serwer zawsze oznaczał odnalezienie nowych „złóż złota”. To właśnie te czasy są określane jako początek działalności jednego z naszych informatorów:

„Złote lata globala przed Tasmanią – widziałem wielokrotnie, jak na nowo otwartych serwerach sprzedają się yangi za dobre stawki. Poznałem bociarza, który stawiał 70 botów. Powiedział mi, ile średnio zarabia. Wtedy zacząłem stawiać swoje boty i tak zaczęła się moja pierwsza przygoda ze sprzedażą.”

Dla większości osób, które zajmują się tym na poziomie „średnim”, jest to zajęcie dodatkowe, a nie sposób na życie. Znane są przypadki ludzi, którzy odpalają postać 24/7 wraz ze swoimi współlokatorami i grają praktycznie całą dobę, żeby wycisnąć maksimum. Nierzadko kończy się to wypaleniem i monotonną harówką. Żeby zrobić z tego etat, trzeba nie tylko poświęcić ogrom czasu, ale też stale szukać nowych kupujących, optymalizować farmę i radzić sobie z dziesiątkami drobnych sprzedawców, którzy negatywnie wpływają na ceny.

Na sposób zarobku wpływa oczywiście rodzaj serwera, z którego wyciąga się pieniądze:

„Serwery typu medium hard to farmienie metinów, FMS-ów, itemów z bonusami lub ulepszanie rzeczy, na które jest duże zapotrzebowanie. Można też chodzić na dungi, jeśli serwer oferuje taką opcję. Przykładowo – przed startem projektu: łowienie ryb, farmienie broni 30, metiny – i wpadało 600–800 euro w tydzień, grając raczej na luzie, słabo rozwiniętą postacią. Na Elderze na samej farmie FMS-ów wpadało 1000–1500 euro tygodniowo, grając mocnymi postaciami.”

Duże inwestycje w postać nie zawsze się zwracają. Często kończy się na tym, że gracz wydaje ogromne pieniądze na maksymalne wzmocnienie ekwipunku i postaci, a efekt finansowy jest rozczarowujący. Na oficjalnym globalnym serwerze autor wywiadu wychodzi na solidnym minusie – rzędu kilkunastu tysięcy złotych. Na prywatnych serwerach bilans jest zazwyczaj dodatni, choć nigdy nie traktował tego jako jedynego źródła dochodu ani nie grał 24 godziny na dobę. Zna jednak osoby, które przy bardzo dużej inwestycji, kilku osobach grających na jednym koncie i szybkim progresie potrafią kilkukrotnie pomnożyć włożone pieniądze.

Przejdziemy teraz do relacji między yangsellerami. Istnieje między nimi zarówno współpraca, jak i – niekiedy – bardzo ostra rywalizacja. Większym graczom zależy na stabilnej sprzedaży i dobrej prowizji, więc czasem faktycznie się dogadują. I to niekiedy z samą administracją serwerów.

„Bardzo często są ustawki, czasem więksi yangsellerzy próbują się dogadać między sobą odnośnie cen, a zdarzają się serwery gdzie administracja współpracuje z yangsellerami ale to już rzadziej się tym ludzie chwalą, Żeby czerpać korzyści jak najdłużej. Im zależy na sprzedaży i dobrej prowizji z każdej paczki, którą sprzedają. Jeśli chodzi o konkurencję, to jest tam bardzo duża patologia i wysyp ‘maćków’, którzy potrzebują 20 zł na czteropak piwa albo kebaba i palą im się yangi w kieszeni. Tacy potrafią zjeżdżać z ceną niczym narciarz na krechę. Yangseller, który siedzi w temacie, potrafi wystawić 20 swoich aukcji, żeby psychologicznie stworzyć sztuczny tłum i sam sobie robi konkurencję cenową. Ale często pojawiają się ‘maćki’, którzy będą obniżać cenę o 50 groszy bez końca – byle sprzedać najtaniej.”

Kiedy obroty robią się naprawdę duże, pojawia się temat legalności i podatków. Przy poważnych kwotach handel yangami zaczyna być traktowany jak zwykła działalność gospodarcza – wymaga rejestracji firmy i odprowadzania podatków. Większość osób działających na mniejszą skalę tego nie robi, ale przy większych wolumenach trudno tego uniknąć, jeśli chce się działać w pełni legalnie – nawet jeśli zarabia się na nieoficjalnych serwerach.

Fotografia przedstawia tzw. „bułkarza” po udanej transakcji za pośrednictwem GaduGadu

W praktyce yangsellerstwo to grind, psychologia sprzedaży, nieustanna wojna cenowa oraz spora dawka ludzkich absurdów i dramatów (np. gdy żona dowie się, na co idzie wypłata). Dla jednych to sposób na dorobienie przy grze, dla innych możliwość opłacenia kawalerki we Wrocławiu, a dla jeszcze innych – pełnoprawny biznes, opiewający niekiedy na setki tysięcy złotych.