Metin od lat kojarzy się głównie z męską społecznością – w sumie jak każda gra na kąkuter oprócz simsów. Każdy, kto spędził w tej grze trochę czasu, wie jedno – kobiety w tym świecie są obecne od zawsze. Czy tego chcemy czy nie ( ͡° ͜ʖ ͡°)..
Każdy z nas zna osobiście, lub słyszał o związkach a nawet małżeństwach które rozpoczęły swoją niedolę w świecie Metin2, każdy z nas ma jakąś grającą koleżankę, a jeśli nie to przecież każdy oddany czytelnik kojarzy też Wilgotną – co do której wciąż są wątpliwości ale badamy sprawę dogłębnie ( ͡° ͜ʖ ͡°). Spróbujemy więc spojrzeć na gamingowe doznania z perspektywy płci troszkę piękniejszej.
Naszymi rozmówczyniami w tym artykule są:
Dirma [GM]
Shey [GA]
PinkLady[GA]
QucykPony
Tiseyra
Zanim przejdziemy do tego, jak kobiety odnajdują się w świecie Metina, warto najpierw lepiej poznać nasze rozmówczynie. Każda z nich trafiła do gry trochę inaczej, ale wszystkie łączy jedno (nie, nie cycki) – Metin to dla nich coś więcej niż tylko expienie, drop i eq.
Qucykpony przyznaje z dużym dystansem, że dalej czuje się trochę jak świeżak. Swoją przygodę zaczynała na serwerze konkurencji (o której nie chcemy mówić, a która znana jest z perfekcyjnie przygotowanych eventów). Dziś ponownie gra na Hardzie.
Dirma[GM] z kolei wspomina, że zaczynała na polskim oficjału, ale prawdziwa, poważniejsza gra zaczęła się dla niej dopiero na Pangei, którą do dziś bardzo dobrze wspomina.
PinkLady[GA] swoją przygodę również rozpoczęła na globalu, później wróciła do gry po latach i przewinęła się przez kilka prywatnych serwerów, aż w końcu trafiła na PangeaYT2.
Shey[GA] z kolei jest związana z tym światem naprawdę od dawna. Jak sama mówi, zaczynała na PangeaYT2, gdzie była najpierw Tutorem, potem awansowała na GM, a z czasem dotarła do obecnej rangi GA. Z Projektem Hard jest związana właściwie od zarodka, od momentu powstawania szkieletu serwera, gdy brała udział w testach i trzymała kciuki, żeby nic się nie zjebalo wszystko wypaliło.
Tiseyra także zaczynała od PL-a, konkretnie od serwera Astral. Później grała między innymi na EliteMT2 i DragonMT2.
Różnią się też ich wybory postaci, choć widać pewien wspólny mianownik. Qucykpony drugi raz wybrała surę w kobiecej wersji, głównie dlatego, że najbardziej podoba jej się wizualnie (+1). Dirma przyznaje wprost, że skoro sama jest kobietą – (ufamy), to najczęściej wybiera po prostu kobiecą postać i najchętniej stawia na wojkę. PinkLady przeważnie gra szamanką i mówi o tym bardzo wprost: „jestem kobietą, to gram kobietą”. Tiseyra również wybiera kobiecą postać, a jej faworytką od zawsze pozostaje Szamanka Smok – głównie ze względu na wygląd (+2).
Gdy pada pytanie o to, co najbardziej lubią w Metinie, odpowiadają „to nie ma tak, że lubię albo nie lubię”.
Qucykpony najbardziej ceni sobie czas spędzony na łowisku, głównie dzięki swojej niepowtarzalnej i nadzwyczajnej umiejętności klikania spacji, a także progres postaci i satysfakcję z osiągnieć zdobytych własnymi rencyma. Dirma stawia na atmosferę społeczności (kurwa serio?) i rywalizację. PinkLady najbardziej lubi spędzać czas z ludzimi – dropienie, rozmowy na Discordzie, exp w PT i ten niepowtarzalny klimat wspólnej gry .
Już po tych kilku odpowiedziach widać, że choć każda z naszych rozmówczyń ma inną historię i trochę inne podejście do gry, to wszystkie łączy jedno: Metin to nie tylko gra, ale też wspomnienia, emocje i ludzie spotkani po drodze.
Temat tego, czy kobiety w Metinie są traktowane inaczej niż mężczyźni, przewijał się właściwie w każdej odpowiedzi. I choć każda z naszych dam patrzy na to trochę inaczej, są jednogłośne – tak, różnica jest odczuwalna. Tyle że nie zawsze wygląda ona tak samo.
Qucyk mówi o tym najbardziej wprost. Według niej bycie kobietą w społeczności Metina częściej utrudnia niż pomaga. Jak sama przyznaje, często nie jest traktowana do końca poważnie, a ludzie z góry zakładają, że wszystko dostała za darmo, zamiast sama na to zapracować. Do tego dochodzą teksty, które dla wielu dziewczyn w tej grze są już niestety codziennością, propozycje w stylu „tańsza cena za zdjęcia” albo inne „żarty”, które z perspektywy czasu wcale śmieszne nie są. Sama podsumowuje to krótko i dosadnie: „to raczej giga wada, a nie żaden bonus”.
Tiseyra za to która ma wrażenie, że kobiety bywają momentami traktowane bardziej pobłażliwie, a czasem mniej poważnie, ale nie uważa, żeby całe community było takie samo. Jej zdaniem dużo zależy po prostu od konkretnych osób. Bycie kobietą czasem pomagało jej o tyle, że ludzie byli bardziej pomocni albo chętniej coś tłumaczyli, ale ostatecznie i tak najważniejsze pozostają umiejętności i doświadczenie w grze (aczkolwiek miseczka D nie zawadzi -przyp. Red).
PinkLady podchodzi do tematu bardziej szczegółowo. Zwraca uwagę na to, że część stereotypów nie bierze się znikąd, bo przez lata w Metinie zdarzały się zarówno dziewczyny, które umiały wykorzystywać uwagę mężczyzn, jak i faceci udający kobiety. Problem w tym, że później taka opinia rozlewa się na wszystkie. I najbardziej obrywają te, które po prostu chcą normalnie grać, bez żadnych gierek i kombinowania. Jak sama zauważa, na Metina trzeba mieć po prostu psyche.
To wszystko najlepiej widać jednak nie w samych deklaracjach, tylko w historiach, które dziewczyny opowiadały dalej. I tutaj szybko okazuje się, że granica między absurdem, cringem a zwykłą żenadą bywa w tej grze naprawdę cienka.
U Qucyk takich sytuacji było sporo, do tego stopnia, że niektóre przestały już nawet robić na niej wrażenie. Teksty w stylu „jak kupisz mi loda to zrobie ci jeansy” wspomina niemal jak coś, co stało się zbyt częste, żeby jeszcze uznawać to za wyjątkową historię. Z bardziej zabawnych wspomnień opowiada za to o swojej silnej archanofobii Do tego stopnia, że nawet piksele w grze potrafiły wywołać u niej odruchowe ugh”. Kiedy trzeba było robić zadania związane z pustynią czy później expić w V2, wyglądało to podobno komicznie – „koledzy z mojej najlepszej gildii (pozdrawiam RybeMandarynę <3) wybijali łuczników, a ja stałam z maksymalnie przybliżoną kamerką przy portalu XDDD”. O dziwo to właśnie Metin trochę pomógł jej tę fobię przełamać, a przy okazji, jak sama przyznaje, to właśnie w V2 poznała swojego chłopaka. Jak widać, nawet z arachnofobii da się czasem wyciągnąć happy end.
U PinkLady zrobiło się już bardziej niepokojąco niż śmiesznie. Wspomina sytuację z jednego z dawnych serwerów, kiedy podczas rekrutacji do gildii i rozmów na Teamspeaku jeden z graczy zorientował się, że mieszka niedaleko jej miejscowości. Wystarczyła chwila i zaczęły się wiadomości, że będzie stał i czekał, aż pójdzie na zakupy. Skończyło się wyrzuceniem go z gildii, bo zbyt mocno naciskał na spotkanie. I to jest właśnie ten moment, w którym metinowy cringe przestaje być tylko śmieszny, a zaczyna robić się zwyczajnie dziwny.
Tiseyra z kolei opowiada o sytuacji, która brzmi jak gotowy scenariusz internetowego romansu, tylko niechcianego. Pewien gracz pisał do niej w Metinie jak do „księżniczki”, obiecywał, że będzie jej rycerzem (ha tfu na spermiarzy), wysyłał serduszka, wypytywał o życie prywatne i deklarował, że może jej „dropić wszystko, co chce”. Cała historia byłaby może tylko żałosna, gdyby nie fakt, że po chwili wyszło, iż mężczyzna ma żonę i dzieci. Jakby tego było mało, kiedy zwróciła mu uwagę, zaczął mieć do niej pretensje… I trudno się dziwić, że sama uznała to za poziom cringu, którego już chyba nic nie przebije.
Z tych wszystkich odpowiedzi wyłania się dosyć prosty obraz: bycie kobietą w Metinie potrafi czasem coś ułatwić, bo ludzie bywają bardziej pomocni, bardziej otwarci albo zwyczajnie bardziej zainteresowani kontaktem. Ale bardzo często ma też swoją cenę od lekceważenia i stereotypów, przez traktowanie „z przymrużeniem oka”, aż po żenujące i nachalne sytuacje, których większość facetów w tej grze prawdopodobnie nigdy nie doświadcza. Dla wielu dziewczyn Metin to nie tylko gra polegająca na klikaniu spacji i wyzywaniu kowala , ale też regularne testowanie cierpliwości do ludzi.
Kiedy zapytaliśmy nasze rozmówczynie o nachalny flirt i podrywy tylko dlatego, że ktoś wie albo podejrzewa, że po drugiej stronie bytuje samica, odpowiedzi były dość jednoznaczne: takie sytuacje w Metinie wcale nie należą do rzadkości.
Qucyk: „dzieje się to cały czas i najczęściej sprowadza się do obrzydliwych tekstów, nachalności oraz zwyczajnego przeszkadzania w grze”. PinkLady również przyznaje, że zna ten temat aż za dobrze. Jak zauważa, wielu chłopaków w Metinie myli zwykłą życzliwość z zaproszeniem do czegoś więcej, a odmowa potrafi kończyć się nawet uprzykrzaniem rozgrywki. Tiseyra opowiada z kolei o graczu, który początkowo wydawał się po prostu bardzo pomocny, pomagał jej z questami, robił z nią eq, a nawet wsparł ją przy robieniu bojowca. Dopiero z czasem wyszło na jaw, że ta „pomoc” miała drugie dno i była po prostu próbą podrywu. Sama podsumowuje to bardzo trafnie: dla niej Metin to gra, a nie portal randkowy.
Jak wygląda praca GM’ek od „kuchni ( ͡° ͜ʖ ͡°).” ? Poznajmy lepiej administrację serwera!

Dla wielu graczy GM to ktoś, kto po prostu pojawia się wtedy, gdy trzeba odpowiedzieć na zgłoszenie, sprawdzić bota albo rozdać bana (a mówią, że GM nic nie daje). W praktyce wygląda to dużo mniej widowiskowo, a dużo bardziej monotonnie. Z odpowiedzi Dirmy i PinkLady wyłania się obraz codzienności, która w dużej mierze kręci się wokół supportu, zgłoszeń i ciągłego pilnowania tego, co dzieje się na serwerze.
Dirma przyznaje, że choć obowiązki GM i GA różnią się tylko w drobnych rzeczach, to każdy dzień i tak zaczyna się bardzo podobnie- od sprawdzenia Discorda (i śmiania się z bułkarzy – przyp. Red) (nie no, tak nie napisała – przyp. Red), co stało się już jej codziennym nawykiem. Jak podkreśla, do głównych obowiązków administracji należy przede wszystkim pomoc graczom oraz ich sprawdzanie.
PinkLady opisuje to jeszcze dokładniej. Po ogarnięciu życia prywatnego siada z kawą do komputera i od razu zaczyna od Discorda oraz supportu na stronie. Zgłoszeń jest dużo, a do każdego trzeba podejść indywidualnie. Jak tłumaczy, ona razem z Shey, TheAdmin1 i Dirmą zajmuje się głównie supportem oraz zgłoszeniami na Discordzie, a przy większej liczbie graczy pomagają też tutorzy Anveris i Diablo. Bugi i propozycje od graczy trafiają z kolei do wspólnego dokumentu prowadzonego dla głównych adminów.
Shey dorzuca do tego, że u niej w zasadzie nie ma czegoś takiego jak „typowy dzień”, bo każdy dzień to niespodzianka. Wszystko zależy od tego, co znowu wymyślą gracze. Jak sama mówi, bugami i stroną techniczną zajmuje się głównie Fuzzer, planowanie rozgrywki ogarnia Slash, eventami zajmują się H0h0u i Slash, a jej obowiązki kręcą się przede wszystkim wokół pomocy graczom. I nie chodzi tu tylko o zwykły support, bo można do niej przyjść nawet z problemem technicznym, a ona i tak będzie próbowała znaleźć rozwiązanie, sama albo z pomocą Fuzzera. Poza tym testuje różne rzeczy, współpracuje z PinkLady, Dirmą i TheAdmin1, a dodatkowo jest też opiekunem Helperów i szkoli nowych Tutorów. Krótko mówiąc: roboty jest tyle, że nudzić się raczej nie da.
W tej pracy (w sumie jak w każdej) nie brakuje sytuacji absurdalnych albo zwyczajnie zabawnych. Dirma wspomina, że dla niej najdziwniejsze i jednocześnie najśmieszniejsze są momenty, kiedy problem… naprawia się sam. Gracz zgłasza, że coś nie działa, a po minucie okazuje się, że jednak wszystko działa jak należy. PinkLady również przyznaje, że śmiesznych sytuacji było sporo i jedną z nich pokażemy po prostu na screenie, bo czasem obrazek mówi więcej niż cały opis.

Shey dorzuca do tego jeszcze swoją legendarną „aferę sierpową” z czasów Pangeayt2. Napisał do niej kiedyś gracz, że miał sierp +9, ale nie może sobie przypomnieć, kto w gildii ten sierp pożyczał. No Shey i jak to Shey, przysiadła do logów, przekopała pół historii i finalnie nie tylko znalazła odpowiedź, ale jeszcze stworzyła całą listę, kto, kiedy i po kim ten sierp brał. Czyli klasycznie: support supportem, ale czasem człowiek czuje się bardziej jak śledczy z Archiwum X niż GM.
Jeśli chodzi o próby oszustwa, PinkLady stwierdza że takich przypadków jest sporo, ale trudno mówić o jakiejś wielkiej kreatywności. Jak opowiada, zdarza się chociażby, że gracz kupi przedmiot przez pomyłkę, chce zwrotu SM i dostaje prostą instrukcję: usunąć za pomocą kosza pod F6. Po czym pisze, że wszystko wykonał, a w logach okazuje się, że przedmiot zamiast do kosza trafił do dozorcy. XD
Jedno ze zgłoszeń szczególnie zapadło PinkLady w pamięć. Chodzi o chłopaka, który spamował na czacie „GM kurwo jebana zwiększ drop z małży”. Najpierw dostał bana na tydzień. Potem, gdy zorientował się, że blokada faktycznie weszła, napisał jeszcze obszerne odwołanie o treści „chuj wam w dupy cwele”,I tu niespodzianka! Skończyło się permanentnym banem. Najlepsze przyszło jednak później, bo następnego dnia zapytał już spokojniej: „Kiedy moja blokada się skończy? Miałem zły dzień”. I chyba trudno o lepszy przykład tego, jak szybko potrafi zmieniać się ton niektórych graczy, gdy ręce się czensą, a serwerek jest niedostępny.
Shey jak sama mówi, z różnymi próbami oszustw czy wyłudzeń spotykają się naprawdę często i cwaniaków zdecydowanie nie brakuje. Zdarzają się też sytuacje, w których ktoś próbuje się z GM-em „dogadać” i coś zaproponować, ale jak podkreśla: nie z nimi takie numery. Regulamin jest jeden dla wszystkich graczy i administracja też trzyma się tych samych zasad.
Ciekawie wybrzmiewa też temat emocjonalnych wiadomości, płaczu na PW czy prób wzbudzenia litości po złapaniu na oszustwie. Tutaj zarówno Dirma, Shey, jak i PinkLady są bardzo zgodne.
Dirma mówi krótko: człowiek już dużo widział i takie rzeczy nie robią na niej większego wrażenia. Nieważne, czy ktoś wydał na konto zero, czy kilka tysięcy, regulamin obowiązuje wszystkich tak samo.
PinkLady patrzy na to podobnie. Przyznaje, że w takich momentach bardziej zastanawia ją to, czy tym ludziom nie szkoda czasu i pieniędzy, skoro od początku wiedzieli, jak może skończyć się używanie nielegalnego oprogramowania. Groźby, płacz czy odwołania nie robią już na niej większego wrażenia, bo najważniejsze jest jedno: zachowanie zasad wobec wszystkich. Jak sama podkreśla, celem jest serwer „na lata, a nie do lata”, więc regulamin musi być traktowany poważnie.
Shey ujmuje to trochę bardziej od ludzkiej strony, mówi że nie da się w ogóle nie reagować emocjonalnie, zwłaszcza gdy pomaga się graczom z dobrego serca. Zdarzało się, że dawała komuś szansę, a potem i tak się na tym przejechała, bo gracz wykorzystywał jej dobrą wolę. Dlatego dziś podchodzi do takich sytuacji ostrożniej. Płacz na PW nie robi już na niej większego wrażenia, choć jak sama przyznaje, nadal zwyczajnie robi jej się przykro, gdy widzi skruchę po fakcie. Do tego dochodzi jeszcze ciemniejsza strona tej roboty czyli realne groźby. Shey wspomina, że wielokrotnie trafiały się sytuacje, gdy gracze potrafili znaleźć ją albo nawet jej męża na Facebooku i wypisywać tam różne oszczerstwa, by później jak gdyby nigdy nic wrócić po pomoc na serwerze.
Jak widać, życie GMki to nie tylko bany, eventy i 150k HP, ale też nieustanny support, moderowanie Discorda, boty, oszuści i opowieści dziwnej treści od graczy. Innymi słowy GM to trochę strażnik porządku, trochę psycholog, trochę detektyw, a trochę opiekun zoo.
Kobity w Metinie nie są żadnym egzotycznym zjawiskiem, o dziwo, tylko normalną częścią tej społeczności. Czasem graczkami, czasem GMkami, czasem jednymi i drugimi jednocześnie. Choć bywa, że muszą mieć więcej cierpliwości do ludzi niż do samej gry, to nadal potrafią znaleźć w tym wszystkim to, co w Metinie najlepsze: emocje, rywalizację i ekipę, z którą nawet najdziwniejsze historie po latach wspomina się ze śmiechem.
Przy okazji tego artykulu, redakcja PlayWoj pragnie złożyć spóźnione, ale serdeczne życzenia z okazji dnia kobiet <3 Pragniemy też poinformować, iż od żadnej z rozmówczyń nie udało się otrzymać zdjęć stópek. Ale próbowaliśmy.